Młode wilki polskiego e-biznesu

Dodano:
Bez kompleksów, żądne sukcesu, profesjonalne - nowa fala firm internetowych wkracza na rynek i chce go zdominować
Allegro, mBank, Onet, Merlin, Travelplanet to synonimy sukcesu w polskim e-biznesie. Są i mniej znani pretendenci, którzy wierzą, że im także uda się osiągnąć sukces. Ich firmy na razie nie są jeszcze tak znane, ale właściciele mają ambicje często nie mniejsze niż obecni liderzy. Nowicjusze chcą być od nich lepsi. Bez strachu stają do walki z takimi tuzami jak Allegro czy eBay. - Nie zwracamy uwagi na mniej lub bardziej udane ruchy konkurencji, koncentrujemy się na swoim rozwoju. Jesteśmy pewni, że wcześniej czy później nasza zasada "róbmy swoje" przyniesie spodziewane efekty - uważa Rafał Agnieszczak, współtwórca polskiego serwisu aukcyjnego Świstak.
Wiarę w przyszły sukces ma też karykaturzysta Szczepan Sadurski, choć tłumacząc tę postawę, odwołuje się do swojego poczucia humoru. - Raczej mocno stąpam po ziemi, jednak pewna tarocistka przepowiedziała mi przyszłość. Choć widziała mnie pierwszy raz, powiedziała, że moje życie zawodowe będzie powiązaniem tradycyjnej sztuki z najnowocześniejszą technologią. I odniosę w tym duży sukces - wyjaśnia.
Zarówno Agnieszczak, jak i Sadurski w pracę przy internetowych projektach wkładają wiarę i pasję. Nie mają wątpliwości, że czasy niebywałych karier amatorów w internecie już minęły. Aby nie przepaść w konfrontacji z konkurencją, potrzebny jest profesjonalizm. Taki punkt widzenia potwierdza Mariusz Klamra z serwisu Gry-OnLine. - Internet stał się pełnoprawnym medium i użytkownicy oczekują informacji nieodbiegających poziomem od wydawnictw papierowych, radia i telewizji - uważa. - Żeby im to zapewnić, musimy konkurować na rynku na równych prawach, bez taryfy ulgowej - mówi.
Przedstawiciele firm, które działają w takich obszarach jak wyszukiwarki, rozrywka internetowa czy aukcje online, mają świadomość, że przyjdzie stawić czoła nie tylko krajowym rywalom, ale i międzynarodowym potentatom, którzy coraz bardziej interesują się Polską. W ślad Google'a czy Yahoo!, które niebawem najprawdopodobniej pojawią się w Polsce, szeroką ławą pójdą inni. - Z zagraniczną konkurencją musimy walczyć zaangażowaniem zespołu, pomysłami oraz lepszym dostosowaniem do lokalnych potrzeb. Wygląda na to, że wszystkie te aktywa mamy - mówi Artur Banach, prezes firmy NetSprint, która zamierza stawić czoło Google'owi.
- Standardy zmieniają się bardzo szybko. Konieczne jest więc systematyczne śledzenie i analizowanie rynku, trendów, obserwowanie konkurencji - wyjaśnia Tomasz Żyła z firmy NetArt. Tę prawdę znają także obecni liderzy polskiego e-biznesu. Nie zamierzają łatwo oddać pola. Muszą być czujni, bo młode wilki mają nieokiełznane apetyty na sukces.


Google im niestraszny
Serwis: www.netsprint.pl
Początek działalności: styczeń 2000 r.
Obszar działania: wyszukiwarka internetowa
Źródło sukcesu: stworzenie efektywnego systemu wyszukiwania w sieci. Użytkownik otrzymuje wyniki rozwiązujące konkretny problem

Doniesienia o planowanym wejściu na polski rynek firmy Google nie paraliżują szefów rodzimej spółki NetSprint, która oferuje na naszym rynku konkurencyjną wyszukiwarkę. Artur Banach, prezes NetSprintu, zwraca uwagę, że Google.com od dawna jest już obecny na polskim rynku i jeżeli chodzi o liczbę zapytań, jest liderem, jednak biuro firmy w Polsce ma pomóc w walce o zlecenia naszych reklamodawców, a nie użytkowników. - Wierzymy, że szybki rozwój technologiczny oraz znajomość specyfiki polskiego rynku pozwoli nam stopniowo ograniczać rolę tej firmy w Polsce - mówi Banach. Nie ukrywa, że ambicją jego spółki jest zajęcie pozycji wiodącego dostawcy tej technologii w naszej części Europy.
Dziś najważniejszym partnerem NetSprintu jest portal Wirtua-lna Polska, w którym od 2002 r. działa wyszukiwarka tej firmy. Inni znani partnerzy to m.in.: o2.pl, Hoga.pl, Gery.pl, Rzeczpospolita.pl, TVP.pl, serwisy wydawnictwa IDG, Komputerswiat.pl oraz 120 portali lokalnych. Wyszukiwarka jest również dostępna w litewskiej wersji językowej jako serwis Netsprint.lt. - Według badań firmy Gemius, przez naszą wyszukiwarkę przepływa łącznie 14,8 proc. ruchu w polskiej sieci - mówi Banach.
Jak to się przekłada na wyniki finansowe? W 2004 roku przychody spółki zatrudniającej 20 osób wyniosły blisko 1,7 mln zł. Plany na ten rok - 4,2 mln zł. Ponad 60 proc. przychodów pochodzi ze sprzedaży linków sponsorowanych oraz reklam. Duże znaczenie ma również sprzedaż licencji oraz produktów wyszukiwawczych dla korporacji.

Kupuj najtaniej
Serwis: www.skapiec.pl
Początek działalności: X.2004 r.
Obszar działania: porównywanie cen w sklepach internetowych
Źródło sukcesu: dobra nazwa serwisu, przejrzysta prezentacja ofert, przyjazny mechanizm wyszukiwania i porównywania cen oraz produktów

Bracia Mariusz i Tomasz Janiszewscy z Wrocławia już od kilku lat myśleli o stworzeniu w sieci serwisu, który umożliwiałby błyskawiczne zorientowanie się, który sklep w internecie oferuje najtaniej dany produkt. Jeszcze kilka lat temu trudno było namówić do współpracy polskie e-sklepy. - Dopiero w ubiegłym roku skala polskiego e-commerce sprawiła, że pomysł dojrzał do realizacji - wyjaśnia Mariusz Janiszewski.
Skąpiec.pl ma na rynku mocną konkurencję, którą stanowią takie serwisy jak Gemino.pl, 9sekund.pl czy Ceneo.pl. Firmie udało się zająć pozycję lidera. - Jest to efekt medialnego szumu wokół firmy, do którego udało nam się doprowadzić. Sprawę tę zaniedbali ci, którzy byli przed nami - przyznaje Janiszewski.
Sukces takiego serwisu w dużej mierze zależy jednak od tzw. liczby wejść. Jeśli będą klienci, to kolejne sklepy ze swoją ofertą przyjdą same.
Obecnie Skąpca odwiedza miesięcznie 200 tys. użytkowników, przeglądając oferty 90 sklepów. Dla porównania w Gemino.pl, który wystartował kilka miesięcy wcześniej, zarejestrowanych jest 21 sklepów. Skąpiec nie zarabia na opłatach od sklepów za prezentację ich oferty, a jedynie na przekierowaniu klienta do punktu sprzedaży - średnio 0,2 zł od osoby. - Na razie nie jest to przedsięwzięcie dochodowe, ale liczymy, że za półtora roku zacznie nim być - mówi Mariusz Janiszewski. Nie chce on ujawnić przychodów Skąpca, ale przy obecnym ruchu można szacować je na 30-40 tys. zł miesięcznie. Przy projekcie pracuje obecnie siedem osób. Biorąc po uwagę koszty, trudno na razie mówić o zysku.
Serwis oferuje siedem kategorii produktów: komputery, foto, RTV, perfumeryjne, telefony, książki, ogród. Jego właściciele zapowiadają rychłą rozbudowę o nowe kategorie produktów.

Dla komputerowych graczy
Serwis: www.gry-online.pl
Początek działalności: sierpień 2000 r.
Obszar działania: serwis informacyjny o internetowej rozrywce, grach komputerowych
Źródło sukcesu: kreatywność, pomysły wyprzedzające posunięcia konkurencji

Jako przełomowy moment dla swojej spółki prezes Gry-OnLine Mariusz Klamra wskazuje rok 2002. Wtedy TP SA zaczęła oferować Neostradę, co dało szerszemu gronu użytkowników możliwość uzyskania w domu szerokopasmowego dostępu do internetu. - Uznaliśmy wtedy, że to dobry moment do wprowadzenia opłaty za oferowane przez nas treści - wspomina Klamra. I choć wydawało się to wtedy dość ryzykowne, obecnie widać, że był to krok właściwy. Przychody bowiem rosną, a wprowadzenie opłat pomogło w negocjacjach z klientami biznesowymi. Pod koniec 2002 r. firma wydała multimedialną Wielką encyklopedię gier, która okazała się sukcesem. Do tej pory ukazały się już trzy edycje w łącznym nakładzie 150 tys. egzemplarzy i przygotowywana jest czwarta. W 2002 r. firma po raz pierwszy uzyskała dodatnie EBIDTA (zysk operacyjny powiększony o amortyzację).
Firma Gry-OnLine została założona w 2003 r. przez trzech młodych ludzi: Mariusza Klamrę, Wojciecha Antonowicza i Rafała Swaczynę. Udało im się przekonać do sfinansowania pomysłu grupę inwestorów. W ubiegłym roku firma osiągnęła 1 mln zł przychodów i zysk netto 200 tys. zł. - Na ten rok planujemy wzrost tych wskaźników o 90-100 proc. - zapowiada Klamra. Głównym tegorocznym celem jest ekspansja zagraniczna. Już pod koniec ubiegłego roku firma stworzyła grupę serwisów anglojęzycznych pod wspólną marką gamepressure.com. Firma jest w trakcie przejmowania spółki w USA. Ma ona pełnić funkcję operatora serwisów, co powinno uprościć kwestię rozliczeń (zwłaszcza w zakresie podatku VAT) oraz płatności dokonywanych przez użytkowników serwisów Gamepressure.com. W planach jest także wydanie Wielkiej encyklopedii gier na rynku niemieckim, angielskim i hiszpańskim.


Finansowy interes
Serwis: www.money.pl
Początek działalności: maj 2000 r.
Obszar działania: portal finansowo-biznesowy, internetowy pośrednik w sprzedaży produktów finansowych
Źródło sukcesu: Osiem lat doświadczenia w branży oraz otwartość, elastyczność, stała obserwacja rynku

Serwis Money.pl miesięcznie odwiedza 800 tys. osób. To daje mu pierwsze miejsce wśród polskich serwisów finansowych. Arkadiusz Osiak, obecny prezes firmy, studiował informatykę. W 1997 r. razem ze swym kolegą ze studiów Arkadiuszem Salomonem założył Wirtualny Serwis Ekonomiczny. Był to pierwszy w Polsce niekomercyjny internetowy serwis gospodarczy. Trzy lata później znalazł się inwestor - spółka Surfland. Dzięki niemu firmie udało się przetrwać załamanie rynku internetowego, by w 2002 r. zanotować zysk EBITDA, a rok później zysk netto.
W roku 2004 portal Money.pl wypracował 3,5 mln przychodów (blisko dwa razy więcej niż rok wcześniej) i zysk netto 0,4 mln zł. 60 proc. przychodów pochodzi z pośrednictwa finansowego (prowizje od instytucji finansowych), a reszta ze sprzedaży reklam.
Money.pl, w którym pracuje obecnie 25 osób, zapowiada dalszą ekspansję, m.in. uruchamianie kolejnych serwisów tematycznych (ostatnio dołączono nieruchomości i motoryzację).

Nowoczesny karykaturzysta
Serwisy: Sadurski.com oraz Dobryhumor.pl, Karykatury.com, Rysunki.pl, Dowcipy.biz itp.
Początek działalności: kwiecień 2000 r.
Obszar działania: karykatura i humor w wersji online
Źródło sukcesu: oryginalność, unikatowy charakter oferowanych treści, szeroka oferta

W 1991 r. 26-letni wówczas karykaturzysta Szczepan Sadurski, który przez jeden z polskich tygodników został nazwany cudownym dzieckiem polskiej satyry, postanowił poszukać szczęścia w biznesie. Założył wydawnictwo Superpress, które zaczęło wydawać miesięcznik Dobry Humor i inne pisma z dowcipami. Początkowo szło świetnie. - W ciągu pół roku nakład Dobrego Humoru zwiększył się z 20 do 100 tys. egzemplarzy. Jednak pod koniec lat 90. rynek wydawniczy załamał się i karykaturzysta pomyślał o internecie. Miał już w tym pewne doświadczenie, bo w 1997 r. portal Onet.pl w ramach barteru zaproponował mu prezentacje rysunków.
- Onet reklamował się, że ma u siebie rysunki dwóch najlepszych polskich rysowników: Mleczki i Sadurskiego, co oczywiście było dla mnie miłe - wspomina karykaturzysta, który przekonał się wtedy, że internet może być dobrym medium reklamowym. W kwietniu 2000 r. ruszył serwis DobryHumor.pl, który jest bazą internetowego tygodnika z humorem i rozrywką Dobry Humor. Co tydzień ten newsletter jest rozsyłany do 38 tys. osób. Wkrótce potem Sadurski uruchomił domenę Sadurski.com. Wokół internetowego serwisu satyryczno-rozrywkowego zaczął uruchamiać kolejne domeny. - Obecnie serwis Sadurski.com bez wspomagania reklamowego odwiedza 7-10 tys. osób dziennie i ponoć ma on wyższe statystyki niż serwis gazety Super Express - mówi karykaturzysta.
A jak to się przekłada na biznes? Szczepan Sadurski twierdzi, że przychody z internetu mają coraz większe znaczenie dla jego wydawnictwa Superpress, które jest firmą rodzinną. Często zresztą trudno je byłoby wyodrębnić, bo poprzez internetowy serwis karykaturzysta dostaje oferty od agencji, redakcji i serwisów internetowych czy firm, które zamawiają u niego rysunki. Jednak są i wpływy bezpośrednie, np. ze sprzedawania melodyjek do telefonów komórkowych, mailingu czy reklam.


Na ringu z potentatami
Serwis: www.swistak.pl
Początek działalności: październik 2003 r.
Obszar działania: aukcje online
Źródło sukcesu: konsekwencja w działaniu; według twórców, Świstak to biznes zaplanowany na co najmniej kilka lat

Mimo wejścia na rynek eBaya pod względem liczby aukcji Świstak wciąż jest serwisem aukcyjnym numer dwa, za Allegro (niekwestionowany lider). Ile serwisów aukcyjnych może działać na takim rynku jak Polska? Maciej Oppeln-Bronikowski, dyrektor operacyjny Allegro, twierdzi, że śmietankę może zgarniać tylko jeden. Rafał Agnieszczak, współtwórca Świstaka, postrzega to nieco inaczej. - Teoretycznie trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie trzech silnych podmiotów na rynku. Praktyka jednak pokazuje, że polski rynek jest na tyle specyficzny, że taka sytuacja jest możliwa. Np. portale - funkcjonuje pięć silnych podmiotów i żaden nie chyli się ku upadkowi - wyjaśnia. Jego zdaniem, skuteczna walka z gigantami jest możliwa.
Bronią Świstaka ma być bardzo dobra znajomość potrzeb internautów i szybkie reagowanie na ich uwagi. Dla jego twórców - Rafała Agnieszczaka i Andrzeja Ciesielskiego i ich spółki Kreativ - Świstak to inwestycja na przyszłość. Od sierpnia platforma aukcyjna ma zacząć funkcjonować jako oddzielny podmiot Świstak.pl sp. z o. o. - Serwis nadal będzie darmowy, zacznie jednak zarabiać na reklamie. Według naszych prognoz, już po trzech miesiącach przychody z tego tytułu powinny pokryć koszty - przekonuje Agnieszczak. Stworzona przez nich firma (wcześniej pracowali razem w portalu Ahoj.pl) zarabia dziś głównie na prowadzeniu serwisu fotka.pl, do którego internauci posyłają swe zdjęcia i płacą, jeśli chcą nawiązać kontakt z którąś z osób prezentujących swoje fotografie.
Firma świadczy też inne usługi internetowe i osiąga przychody na poziomie kilkuset tysięcy złotych, co starcza na wynagrodzenia dla paru osób. Jednak to Świstak jest tym przedsięwzięciem, z którym Agnieszczak i Ciesielski wiążą największe nadzieje. - Aukcje internetowe to bardzo perspektywiczny biznes, stosunkowo mało kosztowny w prowadzeniu i na którym wciąż można sporo zarobić - przekonuje Agnieszczak.


Dyplom z internetu
Serwis: www.puw.pl
Początek działalności: styczeń 2002 r.
Obszar działania: edukacja
Źródło sukcesu: nowoczesna metoda nauczania, indywidualizacja tego procesu, oferta dla osób niedysponujących nadmiarem czasu

W lipcu tego roku 74 pierwszych absolwentów kierunku zarządzania i marketingu otrzymało dyplomy licencjata Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego. Będą oni mogli kontynuować naukę na studiach magisterskich prowadzonych przez uczelnię. PUW to wspólny projekt Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Za pośrednictwem sieci można studiować: informatykę, politologię, zarządzanie i marketing oraz pielęgniarstwo (w ostatnim wypadku kursy e-learningowe z przedmiotów teoretycznych dla osób mających prawo do wykonywania zawodu). To największy projekt e-learningowy w Polsce.
Obecnie na PUW kształci się ponad 800 studentów (choć studia zaczęło w sumie 1500 osób - wiele z nich przeliczyło się, sądząc, że zdobycie dyplomu będzie łatwe). Nowy rok akademicki rozpocznie ponad 200 osób. Miejscem wirtualnych spotkań jest platforma edukacyjna (zakupiona w Finlandii), tam też umieszczone są wszystkie materiały niezbędne do pracy w trakcie zajęć: treści, które student ma opanować, zadania, projekty, testy itp. Studenci otrzymują także CD-ROM z podręcznikiem multimedialnym. Platforma zapewnia im również narzędzia niezbędne do komunikacji, tj. forum dyskusyjne, e-mail, czat i wirtualną tablicę. Studenci muszą jednak pojawić się na uczelni na zajęcia obowiązkowe, np. laboratoria, oraz egzaminy.
Opłaty za rok akademicki na PUW zależą od kierunku. Jest to od 2,6 do 3,2 tys. zł plus wpisowe, które wynosi 390 zł. Można więc szacować, że roczne przychody wirtualnej uczelni osiągają ok. 2,5 mln zł. Mieczysław Wojtczak, dyrektor ds. promocji PUW, mówi, że na razie koszty inwestycji w stworzenie platformy e-learningowej nie zwróciły się. Jego zdaniem, wirtualne nauczanie na dobrym poziomie ma przyszłość, a pionierzy na tym rynku są skazani na sukces.


Domenowy pośrednik
Serwis: Nazwa.pl
Początek działalności: 1997 r.
Obszar działania: rejestracja domen internetowych, usługi hostingowe
Źródło sukcesu: Szybkie reagowanie na zamiany na rynku

Krakowska firma NetArt, do której należy Nazwa.pl, może się poszczycić, że przez jej serwis zarejestrowanych jest ponad 45 tysięcy internetowych polskich domen. Firma ta ma obecnie 20 proc. polskiego rynku, a z jej usług korzysta ponad 30 tys. klientów.
Przełomowym momentem dla firmy było uwolnienie polskiego rynku domen internetowych w 2003 r. NASK przestał być wtedy jedynym u nas rejestratorem stron z końcówką pl. Kilka firm spróbowało wykorzystać szanse. Największy sukces odniosła NetArt, która obecnie rejestruje u nas dwa tysiące sieciowych adresów.
- Wyróżnia nas dbałość o wysoki standard obsługi klienta. Dysponujemy zaawansowanym systemem call center, CRM oraz rozbudowanym działem obsługi klienta - to, zdaniem Tomasza Żyły, dyrektora ds. zarządzania w NetArt, pozwala krakowskiej firmie przewodzić stawce. Obecnie spółka zatrudnia 40 osób. Jej roczne przychody z tytułu rejestracji i zarządzania domenami, które są dziś zasadniczą częścią jej biznesu, można szacować na blisko 4 mln zł.


Rolnicza giełda B2B
Serwis: Netbrokers.pl
Początek działalności: styczeń 2000 r.
Obszar działania: internetowa giełda rolno-spożywcza, serwis informacyjny agrorynku
Źródło sukcesu: Silni udziałowcy branżowi (Comarch z IT oraz PKM Duda SA z branży spożywczej). Twórcami serwisu są osoby z doświadczeniem na tym rynku

Za pośrednictwem internetowej giełdy NetBrokers handluje już 3,5 tys. firm. Są wśród nich zakłady przetwórstwa mięsnego, tłuszczowego, zbożowego, owocowo-warzywnego. Codziennie w tabeli ofert wirtualnej giełdy znajduje się 1100-1500 ofert kupna i sprzedaży towarów rolnych i spożywczych o wartości ponad 100 mln zł.
O tym, że branża przekonała się do zalet tej metody handlu, świadczą rosnące z roku na rok obroty spółki i jej zyski. W 2001 roku wynosiły one nieco ponad 750 tys. zł, przy kosztach przekraczających przychody o 250 tys. zł. Rok 2002 to obroty rzędu 4 mln zł, przy 180 tys. zł zysku netto. W 2004 r. obroty wyniosły 33 mln zł, a zysk netto 1,09 mln zł (w tym samym czasie Warszawska Giełda Towarowa SA miała stratę ponad 1 mln zł).
Głównym źródłem przychodów zatrudniającej 11 osób firmy jest handel mięsem. Po akcesji Polski do UE Netbrokers błyskawicznie stał się liderem w imporcie mięsa wieprzowego do Polski, a także w eksporcie wołowiny do krajów UE.
- Coraz większe znacznie dla nas mają też wpływy z reklam zamieszczanych w serwisie i abonamentu, który płacą firmy chcące mieć dostęp do ofert zamieszczanych w serwisie - wyjaśnia Adam Wierzbowski, prezes firmy. Coraz częściej decydują się na to firmy zagraniczne.


Wirtualny PR-owiec
Serwis: Netpr.pl
Początek działalności: połowa 2001 r.
Obszar działania: dostawca specjalistycznych narzędzi internetowych i usług dla potrzeb agencji PR, biur prasowych i działów komunikacji w firmach i korporacjach
Źródło sukcesu: bardzo dobre relacje z klientami i umiejętność wykorzystania internetu do ich potrzeb. Właściwe odczytywanie trendów w rozwoju globalnej sieci

Marek Woźniak, szef firm netPR, nie ma wątpliwości, że internet doprowadzi do rewolucji w public relations. - Nie dość, że firma zyskuje własne medium informacyjne (witrynę) i może komunikować się bezpośrednio, to jeszcze w internecie prawie wszystko jest mierzalne - mówi. Podkreśla on jednak, ze jego spółka nie jest konkurentem ani dla firm PR, ani dla agencji interaktywnych. - Agencje PR, które potrafią dostrzec wartości w naszej ofercie, są dla nas strategicznymi partnerami.
Marek Woźniak przedstawia netPR jako firmę łączącą usługi internetowego biura prasowego z dystrybucją informacji i monitoringiem mediów. - Czołową firmą w naszej branży jest amerykański Vocus Inc. Podobne usługi oferuje również PR Newswire oraz kilka innych mniejszych firm. Myślę jednak, że koncepcyjnie i technologicznie nie musimy mieć kompleksów - mówi.
Doświadczenie w internetowym biznesie Woźniak zdobywał, kierując wprowadzeniem na polski rynek serwisu rekrutacyjnego Jobpilot.pl. Po dwóch latach pracy zaryzykował i otworzył własną firmę. Jak wspomina, mocno zaciskając pasa, po trzech pierwszych kwartałach udało mu się zrównoważyć koszty z przychodami. Zyski, które osiąga, ciągle jednak inwestuje. Liczył na to, że netPR, w którym pracuje pięć osób, w tym roku osiągnie milion złotych przychodów. Dziś już wie, że celu nie uda się osiągnąć, choć przychody w stosunku do ubiegłego roku powinny wzrosnąć o 50-60 proc. Główne ich źródło to dzierżawa aplikacji internetowych oraz audyty serwisów internetowych. - Burzymy pewne stereotypy i z założenia rozwijamy się powoli - wyjaśnia Woźniak.
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...